Łączna liczba wyświetleń

środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział VIII

  Do swojego pokoju wróciłam najszybciej jak umiałam. W torbę podróżną spakowałam wszystkie ciuchy jakie miałam (a wierzcie mi, nie było tego zbyt wiele), dwie pary butów, telefon i słuchawki, a także moje świece, zioła i księgę zaklęć. Gdy miałam 15 lat, dostałam od mojej cioci kartę kredytową z mnóstwem pieniędzy na koncie. Było to moje ubezpieczenie gdyby coś jej się stało. Zawsze pilnie strzegłam tego kawałka plastiku ukrytego w sekretnej kieszonce mojego stanika. Teraz wyciągnęłam kartę z biustonosza i schowałam ją do kieszeni czarnej kangurki z białym logo zespołu Placebo.Miałam na sobie tą bluzę, czarne dżinsowe spodenki i moje czarne vansy. Dla reszty Akademii była "noc" co mi ułatwiło sprawę. Bezszelestnie przemknęłam przez dziedziniec i przeskoczyłam zwinnie przez ponad dwu metrowy mur oddzielający szkołę od reszty świata. Idąc w stronę przystanku autobusowego rozmyślałam o moim pobycie tutaj. Wszyscy byli piękni i w sile wieku. Nawet nauczyciele. Kiedy tu przyjechałam, byłam pewna że trafiłam do jakiejś specjalnej szkoły dla nocnych łowców. Ale teraz już nie byłam o tym przekonana. Który nocny łowca, którego znałam z ciągłej podróży które prowadziłyśmy z ciotką, czytał w myślach.? Albo skakał tak wysoko jak ja.? Lub był tak silny jak Jacob.? No właśnie, żaden. Poza tym ja potrafiłam przywoływać duchy. Było to straszne doświadczenie i w najbliższym czasie nie miałam zamiaru go powtarzać. Ale ta wizyta w przeszłości bardzo mi pomogła. Poznałam, a raczej zobaczyłam moich rodziców. I dowiedziałam się że mam siostrę bliźniaczkę. Ale ich straciłam. Rodziców, kobietę którą przez lata uważałam za moją matkę, i siostrę. Chociaż gdyby Alyssa umarła, musiałabym to poczuć. No bo przecież była moją idealną kopią, tylko miała czarne włosy zamiast rudych. Nie wiedziałam gdzie jej szukać, ale znałam kilka przyjaciół mojej ciotki.
  Nawet nie zauważyłam że autobus już przyjechał. Wsiadłam, podałam nazwę miejsca gdzie chciałam jechać i zapłaciłam za bilet. Miałam jeszcze trochę banknotów. Usiadłam obok starszej pani ubranej w różową letnią sukienkę z kolorowymi kwiatami i duży słomiany kapelusz z różową wstążką. Przywitałam się grzecznie. Staruszka spojrzała na mnie błękitnymi oczami i uśmiechnęła się szeroko.
-Witaj dziecko.
Jak dla mnie dość dziwne powitanie jak na XXI wiek no ale spoko. Gdy autobus zatrzymał się na moim przystanku, staruszka wysiadła razem ze mną, poprowadziła mnie na ławkę przy przystanku i spytała.
-Jesteś tu sama.?
-Tak-odpowiedziałam z wahaniem.
-Dziewczyna w twoim wieku nie powinna chodzić sama.
-Jestem już prawie dorosła.
-Wiek nie świadczy o dojrzałości. Możesz mieć nawet 50 lat, ale nadal możesz zachowywać się jak dziecko. O twoim wieku świadczą twoje czyny, myśli, uczucia i twoja postawa. Zapamiętaj to kochana. Zawsze to pamiętaj-powiedziała z poważną miną, po czym uśmiechnęła się szeroko.-Nie mogę Cię puścić tak samej. Jeśli chcesz to przedstawię cię mojej wnuczce, jest w twoim wieku.
-Przepraszam że przeszkadzam, ale przyszedłem po moją przyjaciółkę.-powiedział męski głęboki głos.
Rozejrzałam się wokół. Nikogo nie było. Tylko jeden wysoki,chłopak stojący za mną.Był nieziemsko przystojny.Znałam go. Uśmiechał się do mnie szeroko z roziskrzonymi szarymi oczami i ułożonymi w klasyczny nieład blond włosami. Posłałam mu lekko zdziwiony acz szczerze rozbawiony uśmiech.
-Cześć Tesso- przywitał się.
-Cześć Shane.-odpowiedziałam.

-----<3----
No heej ludziska.!! <3 Mam nadzieję że rozdział się spodobał.Mam dla was kilka informacji i próśb.
1) odpowiedziałam na wasze poprzednie komentarze
2) proszę was o nowe komentarze, ze szczerymi opiniami na temat danego postu lub tego blogu.
3)Tak, jestem dziewczyną :3
4) Dziękuję za wasze opinie.
5) postaram się częściej dodawać posty.
6) Jeśli macie taka możliwość, odwiedzajcie mojego bloga codziennie, :)
7) BARDZO Wam dziękuję że ze mną jesteście.
  Wasza obecność wiele dla mnie znaczy. Dla autora, najważniejsi są czytelnicy, czyli Wy. Jeszcze raz zachęcam do odwiedzania mojego bloga i proponowania go waszym znajomym, bliskim czy przyjaciołom.
Dziękuję, Angelika.(Czyli ja, hehe :p)

środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział VII

 Wokół mnie kłębiły się przezroczyste blade postacie. Miały szeroko rozszerzone czarne jak węgiel oczy, niektóre twarze były wściekłe, większość była przerażona.
Byli to ludzie w różnym wieku, różnej płci i rasy. Mimo ich bladości dało się ich odróżnić. Otworzyłam szeroko usta ze zdziwienia. Wiedziałam o istnieniu duchów ale nigdy żadnego nie widziałam. Jako Łowczyni Demonów przyzwyczaiłam się już do dziwnych i paranormalnych rzeczy i istot. Ale cóż, byłam tylko nastolatką. Samotną i przerażoną.
 -Kim.. Kim wy jesteście.?-zapytałam zjawy lekko drżącym głosem.
Nagle wszystkie twarze zwróciły się w moją stronę. Z szeregu wystąpiła stara kobieta z długimi siwymi włosami gładko opadającymi na plecy. Miała na sobie staroświecką długą suknię z surowego materiału.Wyraz jej twarzy był nieodgadniony.
- Chciałaś poznać swoją przeszłość. Nieświadomie nas wezwałaś. Jesteśmy zjawami przeszłości. Każde z nas zmarło tragicznie. Niektórzy z nas zostali zamordowani. Inni ulegli tragicznym wypadkom. Zginęli w młodym wieku lub mają jakieś niedokończone sprawy. Ale żadne z nas nie zaznało spokoju. Świat żywych i martwych dzieli cienka granica. Są ludzie którzy wzywają nas w określonym celu, lub chcą nas wykorzystać. Ty jednak przywołałaś nas nieświadomie. Lecz szukasz odpowiedzi. Więc pytaj. Ale pamiętaj, musisz zadawać mądre pytania, żeby uzyskać mądre odpowiedzi.
    Chwilę myślałam nad jej słowami. Czego ja tak właściwie chciałam.?Tak naprawdę nie znałam swoich rodziców. Nic o nich nie wiedziałam, przez lata sądziłam że moją matką jest moja ciotka. Okłamywała mnie przez cały ten czas. Choć wiedziałam że chciała mnie chronić, było mi smutno kiedy o tym myślałam.
    Ale teraz musiałam się wziąźć w garść. Rozmawiałam z duchem. Czułam się nieswojo. I nie byłam bezpieczna. Dusze ludzi którzy nie zaznali spokoju mogą być dość.. cóż, wredne. Uspokoiłam oddech i drżenie dłoni. Wzięłam głęboki oddech.
-Chciałabym poznać swoją przeszłość.
Kobieta patrzyła na mnie chwilę, po czym mruknęła.:
-Niech więc tak się stanie.Ale uważaj dziecko. Nie wszystko co jest zapomniane, chce żebyś to odkryła.
Zapomniane, odkryła, uważaj.

Te słowa tłukły mi się po głowie. Czułam się jakbym spadała w dół z zawrotną prędkością. Kolory przed oczami mi się rozmazywały. Poczułam mdłości.
Nagle wszystko się zatrzymało. Jakby ktoś zatrzymał klatkę w filmie.
Znalazłam się przed domkiem. Była to mała budowla. Jednopiętrowy, z balkonem, pomalowany na blado- niebiesko z ciemnoczerwonym dachem. Przed budynkiem rozciągał się różany ogród z dużą drewnianą huśtawką i kilkoma ławkami. Ten obrazek był wprost magiczny.
Z domu wyszedł wysoki mężczyzna o dużych hebanowych oczach zupełnie jak.. zupełnie jak moich. Za nim szła wysoka rudowłosa kobieta,która była praktycznie moim odbiciem. Za tą roześmianą parą wyszła....moja mama. Moja ciocia. Za nią wyleciały dwie identyczne dziewczynki. Jedna była odbiciem tej wysokiej rudowłosej kobiety, druga mężczyzny o moich oczach. Kobiety i mężczyzna usiedli na jednej z ławek a bliźniaczki biegały po podwórku bawiąc się w berka. Przyglądałam się mojej cioci. Miała beztroski wyraz twarzy. Żadnych blizn. Wydawała się młodsza o jakieś 14 lat. I miała blond włosy, łagodniejsze rysy twarzy. Z uśmiechem zwróciła się do rudej.
- Są takie szczęśliwe. Jestem pewna że wyrosną na piękne kobiety. Rosemarie jest twoim odbiciem Eris, a Allyssa ma takie same oczy i włosy jak Dominik. Rose też ma jego oczy. Tak się za wami stęskniłam. Od śmierci Jace'a jestem sama.
-Nie jesteś sama Lex., na nas zawsze możesz liczyć. Poza tym, dla Lyss i Rose jesteś jak ciocia.- powiedziała Eris.
-Taaak, nic tylko paplają o tym co im kupiłaś. Nie mogłaś wymyśleć czegoś mniej hałaśliwego.?-zapytał mężczyzna, Dominik.
-Nie przesadzaj, koty wcale nie są hałaśliwe.- stwierdziła ciocia.
Ale dlaczego ta cała Eris mówi do mojej mamy- cioci Lexi..? Przecież ma na imię Sara. Sara Adams. I dlaczego trafiłam akurat tutaj.? Przecież miałam poznać swoją przeszłość. Moje wspomnienia. Ale jeśli trafiłam akurat tutaj, to znaczy że... właśnie poznałam moich rodziców. I siostrę. Ale mój tato został zabity przez jakiegoś demona. Tylko że to nie był mój tato. To był ten Jace. Czyli to znaczy że Sara Adams nie była moją matką ani ciotką. Nawet nie nazywała się Sara Adams.
Przez wszystkie te lata mnie okłamywała. Ale dlaczego.? Skoro byłam taka szczęśliwa z moją rodziną.? Co takiego mogło się stać.?
Przez chwilę nic nie widziałam. Po chwili zobaczyłam jaskrawe światła przesuwające się jak w kalejdoskopie. Nagle wszystko ustało tak jak wcześniej. Przeniosłam się w czasie, choć nadal byłam przed tym samym domkiem. Ale teraz było inaczej. Bardziej ponuro. Zapadała noc. Wszystkie światła w domku się paliły. Weszłam cicho do środka. Wewnątrz panował totalny bałagan. Szafy,szafki i szuflady były pootwierane i przeszukane. Na podłodze w salonie leżała sterta ciuchów. Ktoś przeszukiwał dom szybko acz skutecznie. Ale widocznie tego nie znalazł. Posprawdzałam wszystkie pokoje. Wszędzie panował taki sam bałagan. Wyszłam na zewnątrz i stanęłam jak wryta. Na zielonej trawie leżały duże kupki szarego popiołu. Do oczu naszły mi łzy, powróciło wspomnienie, które uznawałam za koszmar.
-Kochanie, Tesso skarbie wstawaj.-powiedział cicho, lecz nagląco kobiecy głos.
-Mamo.?-spytałam sennie.
-Musisz wstawać. Pojedziesz na wycieczkę z ciocią Lexi.
-Teraz.? Ale mamusiu, ja chcę spać.
-Wiem skarbie. Ale to jest bardzo ważne.
Mama wrzuciła do torby podróżnej mój ulubiony kocyk, ciuchy i przytulanki. Pomogła założyć mi moją kurteczkę i ubrać kozaczki.Zawiązała mi na szyi szalik. Wzięła mnie na ręce, chociaż potrafiłam sama chodzić. Miałam przecież już 4 latka.! 
Wiedziałam że mamusia jest smutna. Płakała...
-Tesso. Teraz musisz uważnie mnie posłuchać. Zaraz przyjedzie ciocia Lex i zabierze Cię daleko stąd, gdzie będziesz bezpieczna. Zaopiekuje się Tobą.
Ja też zaczęłam cichutko szlochać.
-Ale..ale co z Tobą i tatusiem..
-Kochanie...muszę ci coś powiedzieć. Tatuś jest w niebie z aniołkami i już do nas nie wróci.
-Opiekują się nim aniołki.?-spytałam całkiem poważnie, przestając płakać.
-Tak.
Nagle mama szybko wybiegła przez frontowe drzwi. Na podjeździe stał samochód. Nie mogłam rozpoznać koloru, ponieważ był środek nocy. Z samochodu wyskoczyła starsza siostra mojej mamy, ciocia Em. Bez żadnych pytań wzięła od mamy torbę i wrzuciła ją do bagażnika. Mama postawiła mnie na ziemi i uściskała ciocię.
-Dziękuję- szepnęła, choć i tak ją słyszałam.
Nim zdążyłam krzyknąć, jakieś silne, męskie i obce ramiona wzięły mnie wysoko w górę. Mama próbowała mi pomóc, ale jakiś mężczyzna walnął ją od tyłu w plecy. Chociaż uderzenie wyglądało niezbyt groźnie, mama wrzasnęła.Wyciągnęła z kieszeni lśniący sztylet z czarną rękojeścią i odwróciła się na pięcie. Wbiła swojemu przeciwnikowi broń
prosto w serce. Zamrugałam przestraszona. Jeszcze nie widziałam mamy tak wściekłej. Zresztą cioci Lexi też nie. Ciocia zastosowała inną technikę. Skoczyła drugiemu mężczyźnie na barki. Szybkim, zwinnym ruchem odłączyła jego głowę od reszty ciała.Tak samo, jak napastnik mamy, rudowłosy mężczyzna, który zaatakował siostrę mamy, zamienił się w proch. Człowiek, który mnie trzymał, rzucił mną w stronę cioci. Złapała mnie w samą stronę.
-Mam Cię.-powiedziała i się uśmiechnęła, lecz po chwili uśmiech, zamienił się w morderczy wyraz twarzy.
Ciocia nie zdążyła. Jeden z napastników, rzucił w mamę nożem. Ostrze lśniło czarną poświatą. Mama wydała z siebie cichy jęk i upadła na ziemię.Jej ciało rzucało się przez chwilę w konwulsjach, po czym zamarło. Nieruchome, martwe już oczy, wpatrywały się szeroko otwarte we mnie.Krzyknęłam. Wprost darłam się wniebogłosy. Ciocia przytuliła mnie do siebie i szeptała kojącym głosem. Ale ona też płakała. Widziałam jej łzy.Ciało mamy powoli zamieniało się w proch. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałam.  W jednej chwili patrzyła na mnie swymi martwymi oczami, a w drugiej puff, już jej nie było. Pamiętam jeszcze jak ciocia posadziła mnie na tylnym siedzeniu swojego auta. Później była tylko ciemność.
Upadłam na kolana i głośno szlochałam. Przeniosłam się z powrotem do mojego magicznego kręgu. Duchy znikły. Zostałam sama. Byłam zrozpaczona i rozdarta. Nagle sobie coś uświadomiłam. Moja mama, ciocia i mój ojciec nie żyją. Została mi tylko siostra. Allyssa. Muszę ją odnaleźć.