-Co jest.?-spytałam zaspana.
-Dzisiaj jest sobota czyli idziemy na miasto.
-Nie chce mi się.-stwierdziłam chowając głowę w poduszkę.
-Było tego nie mówić.-powiedziała groźnie Ivy i zrzuciła mnie razem z kołdrą i poduszką z łóżka.
-Auć.! To bolało.
-Mam to gdzieś.
-Wal się. Ja idę spać.
-Okey.Ale za tydzień ci nie przepuszczę.!-zagroziła Ivy i nie czekając na odpowiedź wyszła z pokoju trzaskając drzwiami.
-Ughh co za człowiek..-mruknęłam do siebie.
Leżałam w łóżku jeszcze godzinę, po czym poszłam do łazienki wziąźć prysznic.Po 20 minutach szukałam ciuchów w szafie.W weekendy mundurki nie obowiązywały więc mogłam się ubrać jak chciałam. Wybrałam legginsy, czarną kangurkę z napisem "Cześć przystojniaku.!", trampki i szarą torbę na ramię. Włożyłam telefon i słuchawki do kieszeni, wyszłam z pokoju i zamknęłam go na klucz. Minęłam gabinet dyrektorki i wybiegłam ze szkoły. Była ona wielka i groźna. Przypominała mi straszny zamek ze starych opowieści i legend. Włożyłam słuchawki do uszu,włączyłam na fula https://www.youtube.com/watch?v=d8ekz_CSBVg. Puściłam się biegiem przez dziedziniec Akademii. Przeskoczyłam 2 metrowy mur i zatrzymałam się dopiero po jego drugiej stronie.Odetchnęłam głęboko z przerażenia. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie potrafiłam. Owszem byłam wysportowana ale nie aż tak. Szłam sama nie wiedząc dokąd. Wokół mnie były tylko drzewa,niebo, droga i chodnik. Akademia znajdowała się praktycznie na pustkowiu. Dwa kilometry dalej ujrzałam mały przystanek. Sprawdziłam godziny przyjazdu autobusów do miasta Moonvill i spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Za 2 minuty powinien przyjechać.
Po 30 minutach jazdy, wysiadłam. Rozejrzałam się wkoło i wyciągnęłam słuchawki z uszu, i schowałam je do torby. Chodziłam po mieście bez celu. Energia buzowała we mnie jak lawa w wulkanie. Myślałam że zaraz wybuchnę. Weszłam do jakiejś knajpki. Spojrzałam na menu. Frytki, piwo, wódka, szkocka, whisky, zapiekanki itp. .Zamówiłam whisky z colą, zapłaciłam i usiadłam przy stoliku. Wszystko co miałam na sobie, moje nowe rzeczy, dosłownie wszystko co teraz było moje, dostałam od Akademii. Jak dla mnie to trochę śmieszne. Najpierw poznałam tajemniczego, aroganckiego i cholernie przystojnego Willa, później moja mama została zamordowana przez Diabelskiego Psa, te dziwne sny które mnie nawiedzały. Jacob, pani dyrektor, Ivy. Akademia. Wszystko wydawało mi się dziwne. Tak szybko się pozmieniało w moim życiu. Wypiłam drinka i wyszłam z lokalu. Szłam przyglądając się mijanym ludziom. Każdy ma swoje problemy, myśli, miłości, uczucia. Weszłam do Wesołego miasteczka. Wybrałam się na ogromną kolejkę górską. Zawsze lubiłam adrenalinę. Usiadłam wygodnie. Obok mnie siadł wysoki chłopak. Nie mogłam mu się za dobrze przyjrzeć, ponieważ miał na głowie kaptur. Jazda się zaczęła. Najpierw powoli, później coraz szybciej. I szybciej, i szybciej. Popatrzyłam się w stronę chłopaka. Uśmiechał się szeroko. Nagle jazda, przestała przypominać normalną przejażdżkę kolejką górską. Jechaliśmy z zawrotną prędkością. Powietrze wypełniły przywiane znad morza wonie potu, rdzy i słonej wody. Chłopak siedział tak blisko, że po chwili poczułam leciuteńki zapach miętowego mydła.
– Zbladłaś – powiedział, przechylając się, by zagłuszyć stukot kolejki.Jego głos brzmiał całkiem znajomo.
Tak też mi się wydawało, ale nie przyznałam mu racji.
Na szczycie wzniesienia opanowało mnie
wahanie. Ogarniając wzrokiem wiele kilometrów wokół, zobaczyłam miejsca,
w których mroczna wiejska okolica stapia się z poblaskiem przedmieść,
tworząc istną kartografię świateł Moonvill. Wiatr jakby wstrzymał dech,
by wilgotne powietrze mogło osiąść mi na skórze.
Mimowolnie zerknęłam na chłopaka. Świadomość, że miałam go przy boku, działała nawet kojąco. Nagle się uśmiechnął.
– Boisz się, Aniele?
Czując siłę grawitacji, ścisnęłam metalowy pręt umocowany na przedzie wagonika. Roztrzęsiona, wydałam jakiś strzęp chichotu.
Wagonik demonicznie mknął naprzód, a moje
włosy łopotały za mną. Gwałtownie skręcając w lewo, to znów w prawo,
gnaliśmy po stukoczących torach. Czułam, jak wnętrzności raz po raz mi
wzlatują i opadają. Spojrzałam w dół, starając się skupić na czymś
nieruchomym.
I wtedy zauważyłam, że pas bezpieczeństwa mam rozpięty.
Chciałam krzyknąć, ale głos
pochłonął pęd powietrza. Ze ssaniem w żołądku zdjęłam jedną rękę z
pręta, próbując ściągnąć się w talii pasem bezpieczeństwa. Wagonik
szarpnął w lewo. Zderzywszy się ramieniem z nieznajomym, naparłam na niego
tak mocno, że aż zabolało. Gdy wagonik ruszył pod górę, miałam wrażenie,
jakby, źle przymocowany, oderwał się od toru.
Zanurkowaliśmy. Oślepiona migoczącymi wzdłuż torów lampami, nie mogłam się zorientować, w którą stronę skręcimy na dole.
Było już za późno. Wagonik gwałtownie
skręcił w prawo. Wpadłam w panikę i wtedy to się stało… Uderzyłam w
drzwiczki lewym barkiem, tak że się otworzyły. Wyleciałam z fotela i
kolejka pomknęła dalej beze mnie. Potoczy łam się po torach, na oślep
szukając jakiegoś zaczepienia. Na próżno. Potknęłam się nad krawędzią i
runęłam w czarną otchłań. Ziemia pędziła w moją stronę. Otworzyłam usta,
aby krzyknąć.
Gdy oprzytomniałam, kolejka zahamowała z piskiem na dole na platformie.
-Ale jak..Co się stało.?-spytałam oszołomiona.
– To się nazywa krzyk – powiedział z uśmiechem.
– Mój pas… – zaczęłam. – Wydawało mi się…
– Co ci się wydawało? – ze szczerym zaciekawieniem spytał chłopak.
– Myślałam, że… wypadłam z wagonika. Dosłownie myślałam… no, że umrę.
– I właśnie o to chodzi.
Drżały mi ręce. Kolana uginały się lekko pod ciężarem ciała.
– Wygląda na to, że jesteśmy na siebie skazani – oznajmił.
Wyczułam cień triumfu w jego głosie. Nie miałam jednak siły się z nim sprzeczać.
– Archanioł – mruknęłam, spoglądając przez ramię na kolejkę, która właśnie zaczęła nowy kurs.
-To znaczy: anioł wyższej rangi – podjął nieznajomy, najwyraźniej zadowolony z siebie. – Im wyższe wzniesienie, tym
dotkliwszy upadek.
Już-już rozchylałam usta, by mu
powiedzieć, że jestem przekonana, iż wypadłam na moment z wagonika i za
zrządzeniem jakichś niepojętych mocy bezpiecznie wróciłam na swój fotel,
ale wydusiłam tylko:
– Chyba mam anioła stróża.
Zaśmiał się cicho i powiedział: Tak.
-Jak masz na imię.?
- Shane
-A ja Tessa.
- Ładnie
-Dzięki
Szliśmy ramię w ramię przez lunapark. Raz po raz spoglądałam na twarz chłopaka. Ale jej nie znałam. Był nieziemsko przystojny. Jak anioł, lub jakiś heros. Blond włosy, szare oczy i tajemniczy uśmiech, sprawiały że miałam ochotę wpatrywać się w niego godzinami.
-Mogę na chwilę twój telefon.?-spytał
Podałam mu go. Oddał mi komórkę po chwili i pocałował mnie delikatnie w usta. Tak delikatnie, jakby robiły to skrzydła motyla. Spojrzałam na niego. Uśmiechnął się zawadiacko.
- Do zobaczenia, Tesso.- szepnął mi do ucha.
-Nie, stój.!
Lecz jego już nie było. Tak jakby rozpłynął się w powietrzu. Popatrzyłam na telefon. Zapisał mi swój numer. Bosko. Pomyślałam że jak będzie chciał, to się odezwie i schowałam komórkę do kieszeni spodni.
Do Akademii wróciłam przed Ivy i resztą. Poszłam do siebie do pokoju. Wzięłam prysznic i umyła włosy. Byłam tak zmęczona, że gdy tylko położyłam się na łóżku, zasnęłam.