Łączna liczba wyświetleń

piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział IV

Przebudziłam się o 8:35. Na łóżku, w nogach leżały damskie ciuchy. Tym razem nie było karteczki.Zrobiłam poranną toaletę i wróciłam do pokoju.  Wciągnęłam szybko jasne dżinsy, białą bokserkę i szarą kangurkę z kapturem. Założyłam moje czarne vansy i wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół do kuchni. Był tam tylko Will.
-Hej, a gdzie Jacob.?
-Cześć. Wyszedł gdzieś jakąś godzinę temu.
-Już jestem- powiedział Jake wchodząc do kuchni.
-Gdzie byłeś.?-zapytałam szczerze zaciekawiona.
-Organizowałem pojazd. Mamy przed sobą długą drogę.
-Co.? Gdzie.?
-Do Akademii. Jest to miejsce gdzie każde magiczne stworzenie może prosić o azyl.
-Ale...-zaczęłam protestować.
-Tu nie jesteś bezpieczna.- ku memu zdziwieniu powiedział Will.
-Niby czemu.?-zapytałam buntowniczo.
Złapał mnie pod brodę i głęboko spojrzał w oczy. Nie musiał nic mówić. Wyczytałam to z jego spojrzenia.
-Dobrze. Ale stawiam jeden warunek.
-Jaki.?-spytał Will.
-Jedziecie ze mną. Obaj.-powiedziałam.
Nie wiem czemu ale naprawdę mi na tym zależało.
-Okey. Jedziemy.
Wyszliśmy na dwór w rześkie ale chłodne powietrze. Gdy ujrzałam nasz pojazd, stanęłam jak wryta. Na podjeździe stało nowiutkie czarne maserati. Po prostu, cudeńko.
-Skąd ty wytrzasnąłeś kasę na ten wóz.?
-Akademii zależy na twoim przyjeździe.Jesteś dla nas bardzo ważna.
-Czemu.?
-Niedługo się dowiesz.
Nic nie rozumiejąc wsiadłam do samochodu. Jechaliśmy jakieś trzy godziny, gdy Jake zarządził postój.
-Will, byłbyś tak dobry i poszedł kupić prowiant.?-spytał.
Chłopak bez żadnego komentarza wyszedł z samochodu. Staliśmy na parkingu McDonalds'a. 
-Ile masz lat.?-spytałam, sama nie wiedząc czemu.
-Dziewiętnaście.
Spojrzałam na niego zaskoczona. Wczoraj wydawało mi się że jest moim rówieśnikiem. A on jest  starszy o 3 lata.!
-Mogę Cię o coś spytać.?
-Mów.-powiedziałam
-Jak masz na drugie imię.?
-Juliet. A co.?
Nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ w tej chwili wrócił Will z trzema białymi torbami z logo knajpy. Jake ruszył. Will kupił mój ulubiony koktajl truskawkowy, hamburgery i frytki. Zjadłam swoją porcję w ciągu dwóch minut po czym głośno beknęłam. Chłopcy spojrzeli po sobie, po czym głośno się roześmiali.
-A ja myślałem że dziewczyny nie bekają.-mruknął cicho Will ale i tak go usłyszeliśmy.
Odpowiedziałam mu drugim jeszcze głośniejszym beknięciem. Urządziliśmy sobie zawody bekania w których wygrałam. Pół godziny później zatrzymaliśmy się.
-Już dojechaliśmy.?-spytałam z nadzieją, 
-Tak.-odpowiedział Will.
-Byłeś tu już kiedyś.?
-Nie.
-Więc skąd wiesz tyle o tym miejscu.?
-Umiem czytać w myślach.-odpowiedział.
Uznałam że to żart więc zaśmiałam się.  W tym samym czasie Jake już wyszedł z samochodu.
-Macie tam zamiar siedzieć całą wieczność.?-spytał poirytowany.
Otworzył mi drzwi i podał rękę.
-Jesteś staroświecki.-uznałam na co Will wybuchnął głośnym śmiechem.
Jacob zgromił mnie wzrokiem. Całą trójką ruszyliśmy w stronę wielkiego budynku. Jak dla mnie to był raczej jakiś  stary zamek. Wyglądał jak z innej epoki. Zastanawiałam się ile może mieć lat. Strzeliste wieże, kraty w oknach nadawały mu mroczny wygląd. Wysoka brama, zakończona ostrymi kolcami. Napis na niej głosił "Akademia Św. Razjela."
-Co jest z tyłu za szkołą.?-nie wiem czemu, ale bardzo chciałam to wiedzieć.
-Cmentarz.
-Och..-tylko tyle zdołałam wykrztusić.
Weszliśmy do środka przez duże czarne, masywne wrota. W holu, przez który szliśmy wisiały portrety kobiet i mężczyzn. Przy każdym portrecie było to samo nazwisko - Bane.
-Co to za ludzie.?
-To każdy z dyrektorów tej Akademii. Całe pokolenia.
Zatrzymaliśmy się przed drzwiami z napisem Dyrektor. Will zapukał, po chwili usłyszeliśmy donośne 'proszę!'
Za ogromnym biurkiem siedziała kobieta po trzydziestce. Ubrana była w czarny, dopasowany garnitur, rude włosy miała spięte w wysokiego koka.
-Dzień dobry.- powiedziałam równocześnie z Willem. Jacob w ogóle się nie odezwał tylko skinął głową.
-Witam. Cieszę się że Cię widzę hm...Tesso.Usiądźcie.-wskazała nam dwa krzesła naprzeciwko biurka. Jake oparł się o ścianę, więc usiadłam obok Willa.
Nie wiedziałam co powiedzieć, więc siedziałam cicho.
-Jak wiesz, groziło ci wielkie niebezpieczeństwo.Tutaj jesteś bezpieczna, skarbie.
Spojrzałam na tabliczkę na biurku. Sara Bane. Tak się nazywa pani dyrektor.
-Tutaj macie plan zajęć.-powiedziała
-Dziękuję.
-Jacob odprowadzi was do waszych pokojów.
Gdy byliśmy już przy drzwiach, zatrzymała mnie.
-Tesso jeśli będziesz czegoś potrzebować, czegokolwiek, przyjdź do mnie. Dobrze,?
-Tak. Będę pamiętać.
Wyszłam z gabinetu. Chłopcy już na mnie czekali. Szliśmy przez długie korytarze, po schodach na górę. Zatrzymaliśmy się przy drzwiach z napisem 213.
-To twój pokój Tess. -powiedział Jake.
-Hmm.. No tak. To..Cześć.-pożegnałam się i weszłam do pokoju.
Myślałam że będzie to mały pokoik, jednoosobowy. W pomieszczeniu były dwa łóżka, dwie szafy, i dwie komody. Na jednym z łóżek siedziała dziewczyna. Była to drobna blondynka o szarych, przenikliwych oczach.
-Cześć. Jestem Ivy.Jesteśmy współlokatorkami.-powiedział wesoło, po czym rzuciła się mi na szyję.
Zaśmiałam się.
-Hej. Ja jestem Tessa.
-Będziemy przyjaciółkami.?-spytała
Trochę zdziwiło mnie to pytanie ale odpowiedziałam ze śmiechem.-Najlepszymi.
Ivy pokazała mi moje nowiutkie ubrania, chociaż w szkole obowiązywał mundurek. Składała się na niego czarna plisowana spódnica do kolan, czarny sweterek z herbem szkoły i czarne baleriny. Chociaż nie lubię mundurków, ten mi się podobał. Do tego mogłyśmy dokładać własne dodatki.
-Lekcje zaczynają się o ósmej wieczorem a kończą o trzeciej nad ranem. Pokaż mi swój plan-poprosiła blondynka.
Podałam go jej. Szybko zlustrowała kartkę wzrokiem i uśmiechnęła się szeroko.
-Mamy taki sam plan.-oznajmiła radośnie.
-Super.
Spojrzałam na zegarek. 5:34. Straciłam rachubę czasu.
-Oprowadziłabyś mnie po szkole.?-spytałam robiąc minę szczeniaka.
-Jasne, chciałabym Cię jeszcze komuś przedstawić,ok.?
-Spoko.A teraz jeśli pozwolisz, pójdę się odświeżyć.
Wzięłam długą kąpiel. Wysuszyłam włosy i zostawiłam je rozpuszczone.Ubrałam się w jasne dżinsy i niebieską bluzę z kapturem.Wyszłam z łazienki.
-Więc co robimy najpierw.?
-Teraz, idziemy na śniadanie.-odpowiedziała mi Ivy.
Zeszłyśmy na dół do wielkiej jadalni. Było tam mnóstwo osób. Jedni byli z mojego wieku, inni młodsi.Wzięłam tacę, za przykładem Ivy i ruszyłyśmy do jednego ze stolików, przy którym  siedziało trzy osoby: dwóch chłopaków i jedna dziewczyna.
-Cześć kochani, to moja nowa współlokatorka Tessa.-powiedziała wesoło Ivy
-Cześć. -powiedziała cała trójka jednocześnie.
-To jest Alex- Ivy wskazała na uśmiechniętego blondyna.
-To Chris-pokazała na miłego brązowowłosego chłopaka.
-A to Carmen.-poinformowała mnie, wskazując czerwonowłosą dziewczynę.
-Jesteśmy w jednej klasie-powiedział Alex.
 Rozmawialiśmy o zajęciach, nauczycielach, uczniach. Dziewczyny opowiadały mi o najlepszych ciachach w szkole.
-Właśnie, wiecie o tym że do Akademii przyszedł nowy uczeń.? -zapytał Alex.
-Podobno to niezłe ciacho.-powiedziała Ivy
-Słyszałem że ma na imię Will.-powiedział Chris.
Zarumieniłam się po czubki uszu, ponieważ bardzo dobrze wiedziałam kim jest ten uczeń.
-Ale się zrobiłaś czerwona.-powiedział Alex przypatrując mi się.
-Hm...Wiem kim jest ten nowy uczeń.
-Serio.?-Poznasz go ze mną.?-powiedziały Carmen i Ivy w tym samym czasie.
-Eee.. Poznałam go w poprzedniej ii..chodzimy ze sobą-wydusiłam na jednym oddechu.
Wiedziałam że jeden pocałunek nie czyni nas parą, ale jakoś nie chciałam go oglądać w ramionach innej.
Dzień minął mi bardzo szybko.Nawet niewiele z niego pamiętałam.Mój wewnętrzny zegar biologiczny szybko przyzwyczaił się do zmiany czasu. Tak samo do tego, że od teraz moim dniem będzie noc, a nocą dzień. Świat wampirów, aniołów czy jeszcze innych istot magicznych jest powalony.
Wykąpałam się, ubrałam niebieską piżamę w czarne wzory, i zasnęłam nim moja głowa opadła na poduszkę.
---------------------------------------<3-----------------------------------------

Witam, witam.Oficjalnie odwieszam bloga. Będę kontynuowała historię Tessy. Mam nadzieję że będziecie ze mną do zakończenia bloga.! :)