Bardzo Was przepraszam ale na razie muszę zawiesić mojego bloga. Nie wiem kiedy dodam następny post. Jeszcze raz przepraszam.
Autorka :*
Łączna liczba wyświetleń
czwartek, 12 grudnia 2013
sobota, 30 listopada 2013
Rozdział III
-Kochanie, Tesso skarbie wstawaj.-powiedział cicho, lecz nagląco kobiecy głos.
-Mamo.?-spytałam sennie.
-Musisz wstawać. Pojedziesz na wycieczkę z ciocią Lexi.
-Teraz.? Ale mamusiu, ja chcę spać.
-Wiem skarbie. Ale to jest bardzo ważne.
Mama wrzuciła do torby podróżnej mój ulubiony kocyk, ciuchy i przytulanki. Pomogła założyć mi moją kurteczkę i ubrać kozaczki.Zawiązała mi na szyi szalik. Wzięła mnie na ręce, chociaż potrafiłam sama chodzić. Miałam przecież już 4 latka.!
Wiedziałam że mamusia jest smutna. Płakała...
-Tesso. Teraz musisz uważnie mnie posłuchać. Zaraz przyjedzie ciocia Lex i zabierze Cię daleko stąd, gdzie będziesz bezpieczna. Zaopiekuje się Tobą.
Ja też zaczęłam cichutko szlochać.
-Ale..ale co z Tobą i tatusiem..
-Kochanie...muszę ci coś powiedzieć. Tatuś jest w niebie z aniołkami i już do nas nie wróci.
-Opiekują się nim aniołki.?-spytałam całkiem poważnie, przestając płakać.
-Tak.
Nagle mama szybko wybiegła przez frontowe drzwi. Na podjeździe stał samochód. Nie mogłam rozpoznać koloru, ponieważ był środek nocy. Z samochodu wyskoczyła starsza siostra mojej mamy, ciocia Em. Bez żadnych pytań wzięła od mamy torbę i wrzuciła ją do bagażnika. Mama postawiła mnie na ziemi i uściskała ciocię.
-Dziękuję- szepnęła, choć i tak ją słyszałam.
Nim zdążyłam krzyknąć, jakieś silne, męskie i obce ramiona wzięły mnie wysoko w górę. Mama próbowała mi pomóc, ale jakiś mężczyzna walnął ją od tyłu w plecy. Chociaż uderzenie wyglądało niezbyt groźnie, mama wrzasnęła.Wyciągnęła z kieszeni lśniący sztylet z czarną rękojeścią i odwróciła się na pięcie. Wbiła swojemu przeciwnikowi broń
prosto w serce. Zamrugałam przestraszona. Jeszcze nie widziałam mamy tak wściekłej. Zresztą cioci Lexi też nie. Ciocia zastosowała inną technikę. Skoczyła drugiemu mężczyźnie na barki. Szybkim, zwinnym ruchem odłączyła jego głowę od reszty ciała.Tak samo, jak napastnik mamy, rudowłosy mężczyzna, który zaatakował siostrę mamy, zamienił się w proch. Człowiek, który mnie trzymał, rzucił mną w stronę cioci. Złapała mnie w samą stronę.
-Mam Cię.-powiedziała i się uśmiechnęła, lecz po chwili uśmiech, zamienił się w morderczy wyraz twarzy.
Ciocia nie zdążyła. Jeden z napastników, rzucił w mamę nożem. Ostrze lśniło czarną poświatą. Mama wydała z siebie cichy jęk i upadła na ziemię.Jej ciało rzucało się przez chwilę w konwulsjach, po czym zamarło. Nieruchome, martwe już oczy, wpatrywały się szeroko otwarte we mnie.Krzyknęłam. Wprost darłam się wniebogłosy. Ciocia przytuliła mnie do siebie i szeptała kojącym głosem. Ale ona też płakała. Widziałam jej łzy.Ciało mamy powoli zamieniało się w proch. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałam. W jednej chwili patrzyła na mnie swymi martwymi oczami, a w drugiej puff, już jej nie było. Pamiętam jeszcze jak ciocia posadziła mnie na tylnym siedzeniu swojego auta. Później była tylko ciemność.
Otworzyłam szeroko oczy i wzięłam głęboki wdech.Policzki miałam mokre od łez.
Przetarłam je szybko. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Był do średniej wielkości pokój Pod ścianą stała duża szafa, po przeciwnej stronie były drzwi prowadzące do małej łazienki.Weszłam do niej. W środku znajdował się prysznic, toaleta, duże lustro powieszone na ścianie, i mały taboret na którym leżały zwinięte ubrania i karteczka papieru. Zaciekawiona spojrzałam na trzymaną w ręku kartkę.
Mam nadzieję że będzie pasować. Will.
Spojrzałam w dół na swoje ubranie i westchnęłam. Dalej miałam na sobie mundurek szkolny, pobrudzony błotem i posoką demona. Zrzuciłam z siebie to paskudztwo i weszłam pod prysznic. Tego było mi trzeba. Gorąca woda zmyła ze mnie resztki otumanienia po śnie. Przemyślałam wszystko z ostatnich 24 godzin. Wiedziałam że znajduję się w jakimś domku z praktycznie obcym mi facetem, że zaczęłam mieć jakieś dziwne sny, i że moja mama nie żyje. No bo przecież ten sen nie mógł być jakimś wspomnieniem z mojego dzieciństwa, prawda.? Żeby o tym więcej nie myśleć, umyłam porządnie włosy, nałożyłam balsam na ciało, spłukałam i wysuszyłam się. Nie mogłam znaleźć suszarki do włosów, więc tylko przeczesałam włosy grzebieniem i zaplotłam w warkocz. Spojrzałam na ciuchy leżące na taborecie. Ponownie westchnęłam i wzięłam je do ręki. Były tam krótkie dżinsowe spodenki i czarna bluzka z dużym czerwonym sercem na środku, bez rękawów.Założyłam jeszcze czarne vansy leżące nieopodal i wyszłam z łazienki.Otworzyłam drzwi od pokoju. Weszłam do przestronnej kuchni, z dużym stołem, przy którym siedział Will.
-Jak się czujesz.?-spytał i podszedł do mnie.
Wzruszyłam ramionami ale w moich oczach znów pojawiły się te zdradzieckie łzy.
-Och.. Tess..-powiedział.
Nie wiedziałam co powiedzieć, bojąc się że głos mi się załamie więc przytuliłam się do niego. Objął mnie mocno i jeszcze bardziej przyciągnął do siebie. Po moich policzkach popłynęły tłumione łzy. Ale już ich nie powstrzymywałam. Płynęły jedna po drugiej, aż w końcu ich zabrakło.Wciągnęłam mocno powietrze, wciąż przyciśnięta do klatki piersiowej Willa. Pachniał cynamonem, drzewem sandałowym i wanilią. Hmm....Przyjemnie. Tak znajomo, a jednocześnie obco. Odsunęłam się od niego leciutko i popatrzyłam mu w oczy. Były takie czarne. Czułam jak zapadam się w tą bezgraniczną czerń. To było takie...magiczne. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułam.Powoli, jakby bał się że nagle zniknę, przysunął swoją twarz do mojej.Poczułam muśnięcie jego warg, z początku lekkie. Rozchyliłam usta pod ich naciskiem. Stwierdziłam że topnieję. Kurczę się pod jego dotykiem.Oplotłam rękami jego szyję, a on palcami rozpuścił mi włosy, po czym delikatnie wplótł w nie swoje palce.Poczułam przyjemne mrowienie rozchodzące się po całym ciele. Nie wiem ile tak staliśmy i całowaliśmy się ale odsunęliśmy się od siebie tylko po to by zaczerpnąć tchu.Will patrzył na mnie błyszczącymi oczami. Chyba właśnie wtedy w moim brzuchu zagnieździł się rój wielobarwnych motyli. Chciałam mu powiedzieć że chyba właśnie się w nim zakochałam, gdy przeszkodził mi jakiś głos.
-Przepraszam że przeszkadzam ale muszę Cię Tesso zabrać w jakieś bezpieczne miejsce.
Popatrzyłam się w stronę z której dochodził głos. Stał tam oparty nonszalancko o ścianę wysoki brunet, na oko w moim i Willa wieku. Will popatrzył się na mnie swoimi nieziemskimi oczami, po czym spytał.
-Znasz go.?
-Nie mam pojęcia kto to.-odpowiedziałam szczerze.
-Ktoś ty i czego ode mnie chcesz.??!-spytałam trochę ostrym tonem chłopaka.
-Tak się składa, droga Tesso, że jestem twoim Aniołem Stróżem i muszę Cię stąd zabrać w bezpieczne miejsce.-powiedział poważnym tonem
-Hahhahah.....Myślisz że ci uwierzę.? Anioł Stróż.? Jeśli to jest jakiś żart, to ci nie wyszedł.-rzuciłam jadowitym tonem.
-Tesso to nie jest żaden żart. Jeśli chcesz, mogę ci pokazać moje skrzydła.
Zignorowałam go i powiedziałam do Willa.
-Słyszałeś coś kiedyś o jakichś Aniołach Stróżach.?
Myślałam że zaprzeczy. Chciałam żeby zaprzeczył. Ale on tego nie zrobił.
-Tesso.. mówi prawdę. On jest twoim Aniołem Stróżem.
A ty skąd wiesz o takich rzeczach, śmiertelniku.?-naskoczył na niego nieznajomy.
-Po pierwsze nie jestem żadnym śmiertelnikiem. Jestem Nefilem czystej krwi. Po drugie sam się nią zaopiekuję.A tak z inne beczki, jak ty masz w ogóle na imię.?
-Jacob.
Uznawszy że ta rozmowa już mnie nie dotyczy, poszłam do pokoju, w którym się dziś po południu obudziłam. Zamknęłam za sobą drzwi, ściągnęłam buty, spodenki i bluzkę i położyłam je na oparciu krzesła. Poszperałam w szufladach i znalazłam trochę duży jak na mnie czarny T-shirt z logo mojego ulubionego zespołu Linkin Park. Założyłam ją i wczołgałam się pod kołdrę. Zasypiając, rozmyślałam nad tym, jak byłoby gdybym była zwykłą, przeciętną śmiertelną nastolatką. Ale nie. Los musiał się mną pobawić, więc jestem Łowczynią Demonów. Szybko zapadłam w długi i przyjemny sen, tym razem bez żadnych koszmarów czy wspomnień.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~<3~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i mamy rozdział 3.! Mam nadzieję że się Wam spodoba. Chociaż mi <jak zwykle> coś w nim nie pasuje. Proszę o szczere komentarze.!! I zapraszam do dalszego czytania moich wypocin. Buźka :*
-Mamo.?-spytałam sennie.
-Musisz wstawać. Pojedziesz na wycieczkę z ciocią Lexi.
-Teraz.? Ale mamusiu, ja chcę spać.
-Wiem skarbie. Ale to jest bardzo ważne.
Mama wrzuciła do torby podróżnej mój ulubiony kocyk, ciuchy i przytulanki. Pomogła założyć mi moją kurteczkę i ubrać kozaczki.Zawiązała mi na szyi szalik. Wzięła mnie na ręce, chociaż potrafiłam sama chodzić. Miałam przecież już 4 latka.!
Wiedziałam że mamusia jest smutna. Płakała...
-Tesso. Teraz musisz uważnie mnie posłuchać. Zaraz przyjedzie ciocia Lex i zabierze Cię daleko stąd, gdzie będziesz bezpieczna. Zaopiekuje się Tobą.
Ja też zaczęłam cichutko szlochać.
-Ale..ale co z Tobą i tatusiem..
-Kochanie...muszę ci coś powiedzieć. Tatuś jest w niebie z aniołkami i już do nas nie wróci.
-Opiekują się nim aniołki.?-spytałam całkiem poważnie, przestając płakać.
-Tak.
Nagle mama szybko wybiegła przez frontowe drzwi. Na podjeździe stał samochód. Nie mogłam rozpoznać koloru, ponieważ był środek nocy. Z samochodu wyskoczyła starsza siostra mojej mamy, ciocia Em. Bez żadnych pytań wzięła od mamy torbę i wrzuciła ją do bagażnika. Mama postawiła mnie na ziemi i uściskała ciocię.
-Dziękuję- szepnęła, choć i tak ją słyszałam.
Nim zdążyłam krzyknąć, jakieś silne, męskie i obce ramiona wzięły mnie wysoko w górę. Mama próbowała mi pomóc, ale jakiś mężczyzna walnął ją od tyłu w plecy. Chociaż uderzenie wyglądało niezbyt groźnie, mama wrzasnęła.Wyciągnęła z kieszeni lśniący sztylet z czarną rękojeścią i odwróciła się na pięcie. Wbiła swojemu przeciwnikowi broń
prosto w serce. Zamrugałam przestraszona. Jeszcze nie widziałam mamy tak wściekłej. Zresztą cioci Lexi też nie. Ciocia zastosowała inną technikę. Skoczyła drugiemu mężczyźnie na barki. Szybkim, zwinnym ruchem odłączyła jego głowę od reszty ciała.Tak samo, jak napastnik mamy, rudowłosy mężczyzna, który zaatakował siostrę mamy, zamienił się w proch. Człowiek, który mnie trzymał, rzucił mną w stronę cioci. Złapała mnie w samą stronę.
-Mam Cię.-powiedziała i się uśmiechnęła, lecz po chwili uśmiech, zamienił się w morderczy wyraz twarzy.
Ciocia nie zdążyła. Jeden z napastników, rzucił w mamę nożem. Ostrze lśniło czarną poświatą. Mama wydała z siebie cichy jęk i upadła na ziemię.Jej ciało rzucało się przez chwilę w konwulsjach, po czym zamarło. Nieruchome, martwe już oczy, wpatrywały się szeroko otwarte we mnie.Krzyknęłam. Wprost darłam się wniebogłosy. Ciocia przytuliła mnie do siebie i szeptała kojącym głosem. Ale ona też płakała. Widziałam jej łzy.Ciało mamy powoli zamieniało się w proch. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałam. W jednej chwili patrzyła na mnie swymi martwymi oczami, a w drugiej puff, już jej nie było. Pamiętam jeszcze jak ciocia posadziła mnie na tylnym siedzeniu swojego auta. Później była tylko ciemność.
Otworzyłam szeroko oczy i wzięłam głęboki wdech.Policzki miałam mokre od łez.
Przetarłam je szybko. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Był do średniej wielkości pokój Pod ścianą stała duża szafa, po przeciwnej stronie były drzwi prowadzące do małej łazienki.Weszłam do niej. W środku znajdował się prysznic, toaleta, duże lustro powieszone na ścianie, i mały taboret na którym leżały zwinięte ubrania i karteczka papieru. Zaciekawiona spojrzałam na trzymaną w ręku kartkę.
Mam nadzieję że będzie pasować. Will.
Spojrzałam w dół na swoje ubranie i westchnęłam. Dalej miałam na sobie mundurek szkolny, pobrudzony błotem i posoką demona. Zrzuciłam z siebie to paskudztwo i weszłam pod prysznic. Tego było mi trzeba. Gorąca woda zmyła ze mnie resztki otumanienia po śnie. Przemyślałam wszystko z ostatnich 24 godzin. Wiedziałam że znajduję się w jakimś domku z praktycznie obcym mi facetem, że zaczęłam mieć jakieś dziwne sny, i że moja mama nie żyje. No bo przecież ten sen nie mógł być jakimś wspomnieniem z mojego dzieciństwa, prawda.? Żeby o tym więcej nie myśleć, umyłam porządnie włosy, nałożyłam balsam na ciało, spłukałam i wysuszyłam się. Nie mogłam znaleźć suszarki do włosów, więc tylko przeczesałam włosy grzebieniem i zaplotłam w warkocz. Spojrzałam na ciuchy leżące na taborecie. Ponownie westchnęłam i wzięłam je do ręki. Były tam krótkie dżinsowe spodenki i czarna bluzka z dużym czerwonym sercem na środku, bez rękawów.Założyłam jeszcze czarne vansy leżące nieopodal i wyszłam z łazienki.Otworzyłam drzwi od pokoju. Weszłam do przestronnej kuchni, z dużym stołem, przy którym siedział Will.
-Jak się czujesz.?-spytał i podszedł do mnie.
Wzruszyłam ramionami ale w moich oczach znów pojawiły się te zdradzieckie łzy.
-Och.. Tess..-powiedział.
Nie wiedziałam co powiedzieć, bojąc się że głos mi się załamie więc przytuliłam się do niego. Objął mnie mocno i jeszcze bardziej przyciągnął do siebie. Po moich policzkach popłynęły tłumione łzy. Ale już ich nie powstrzymywałam. Płynęły jedna po drugiej, aż w końcu ich zabrakło.Wciągnęłam mocno powietrze, wciąż przyciśnięta do klatki piersiowej Willa. Pachniał cynamonem, drzewem sandałowym i wanilią. Hmm....Przyjemnie. Tak znajomo, a jednocześnie obco. Odsunęłam się od niego leciutko i popatrzyłam mu w oczy. Były takie czarne. Czułam jak zapadam się w tą bezgraniczną czerń. To było takie...magiczne. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułam.Powoli, jakby bał się że nagle zniknę, przysunął swoją twarz do mojej.Poczułam muśnięcie jego warg, z początku lekkie. Rozchyliłam usta pod ich naciskiem. Stwierdziłam że topnieję. Kurczę się pod jego dotykiem.Oplotłam rękami jego szyję, a on palcami rozpuścił mi włosy, po czym delikatnie wplótł w nie swoje palce.Poczułam przyjemne mrowienie rozchodzące się po całym ciele. Nie wiem ile tak staliśmy i całowaliśmy się ale odsunęliśmy się od siebie tylko po to by zaczerpnąć tchu.Will patrzył na mnie błyszczącymi oczami. Chyba właśnie wtedy w moim brzuchu zagnieździł się rój wielobarwnych motyli. Chciałam mu powiedzieć że chyba właśnie się w nim zakochałam, gdy przeszkodził mi jakiś głos.
-Przepraszam że przeszkadzam ale muszę Cię Tesso zabrać w jakieś bezpieczne miejsce.
Popatrzyłam się w stronę z której dochodził głos. Stał tam oparty nonszalancko o ścianę wysoki brunet, na oko w moim i Willa wieku. Will popatrzył się na mnie swoimi nieziemskimi oczami, po czym spytał.
-Znasz go.?
-Nie mam pojęcia kto to.-odpowiedziałam szczerze.
-Ktoś ty i czego ode mnie chcesz.??!-spytałam trochę ostrym tonem chłopaka.
-Tak się składa, droga Tesso, że jestem twoim Aniołem Stróżem i muszę Cię stąd zabrać w bezpieczne miejsce.-powiedział poważnym tonem
-Hahhahah.....Myślisz że ci uwierzę.? Anioł Stróż.? Jeśli to jest jakiś żart, to ci nie wyszedł.-rzuciłam jadowitym tonem.
-Tesso to nie jest żaden żart. Jeśli chcesz, mogę ci pokazać moje skrzydła.
Zignorowałam go i powiedziałam do Willa.
-Słyszałeś coś kiedyś o jakichś Aniołach Stróżach.?
Myślałam że zaprzeczy. Chciałam żeby zaprzeczył. Ale on tego nie zrobił.
-Tesso.. mówi prawdę. On jest twoim Aniołem Stróżem.
A ty skąd wiesz o takich rzeczach, śmiertelniku.?-naskoczył na niego nieznajomy.
-Po pierwsze nie jestem żadnym śmiertelnikiem. Jestem Nefilem czystej krwi. Po drugie sam się nią zaopiekuję.A tak z inne beczki, jak ty masz w ogóle na imię.?
-Jacob.
Uznawszy że ta rozmowa już mnie nie dotyczy, poszłam do pokoju, w którym się dziś po południu obudziłam. Zamknęłam za sobą drzwi, ściągnęłam buty, spodenki i bluzkę i położyłam je na oparciu krzesła. Poszperałam w szufladach i znalazłam trochę duży jak na mnie czarny T-shirt z logo mojego ulubionego zespołu Linkin Park. Założyłam ją i wczołgałam się pod kołdrę. Zasypiając, rozmyślałam nad tym, jak byłoby gdybym była zwykłą, przeciętną śmiertelną nastolatką. Ale nie. Los musiał się mną pobawić, więc jestem Łowczynią Demonów. Szybko zapadłam w długi i przyjemny sen, tym razem bez żadnych koszmarów czy wspomnień.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~<3~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i mamy rozdział 3.! Mam nadzieję że się Wam spodoba. Chociaż mi <jak zwykle> coś w nim nie pasuje. Proszę o szczere komentarze.!! I zapraszam do dalszego czytania moich wypocin. Buźka :*
piątek, 22 listopada 2013
Rozdział II
Przetarłam oczy i spojrzałam na zegarek. 7:10. Cholera.! Bo się spóźnię.! Czemu mama mnie nie obudziła?? Wbiegłam do łazienki po drodze zabierając mundurek i czarne trampki. Pospiesznie ubrałam się, lekko podmalowałam rzęsy i przerzucając sobie torbę z książkami przez ramię, zbiegłam do kuchni. Mama nie zostawiła mi nawet liściku.Zjadłam płatki czekoladowe z zimnym mlekiem, wzięłam ze słoika z napisem 'napiwki dla mnie ' pieniądze, zamknęłam drzwi od domu i ruszyłam przed siebie. Do szkoły miałam jakieś dwadzieścia minut drogi od domu.
O 8:30 zaczynają się lekcje. Sprawdziłam zegarek. 8:05 .Dzięki wieloletnim treningom z mamą byłam wysportowana i bardzo szybko biegałam. Więc już dziesięć minut później byłam w szkole.Był to duży, dwupiętrowy budynek pomalowany na żółto. Ot, normalna szkoła.
Mijałam grupki rozgadanych dziewczyn, roześmianych chłopaków i zmęczonych nauczycieli. Weszłam do głównego gmachu i poszłam wprost do sekretariatu. Przywitałam się z czterdziestoletnią sekretarką, przedstawiłam się i wzięłam swój plan lekcji.
Pierwsza lekcja: Chemia. Sala nr. 203.Drugie piętro. W każdej poprzedniej szkole bardzo dobrze się uczyłam. Ktoś mógłby mnie nazwać kujonem, ale ja po prostu mam bardzo dobrą pamięć. Wchodziłam szybko po schodach by znaleźć swoją nową klasę. Pod salą nr. 203 siedziało 20 osób. Czyli już poznałam moją klasę.Usiadłam pod klasą i zaczęłam bawić się telefonem.
Cała dwudziestka osób przyglądała mi się z otwartymi szeroko oczami. Parę dziewczyn szeptało do siebie i pokazywało na mnie, ale nikt nie odezwał się głośno. Nagle ktoś usiadł koło mnie. Chłopak. Przystojny. Nawet bardzo.Spojrzałam na niego spode łba. Udawał że nie zauważył mojego spojrzenia.
-Cześć. Ty jesteś ta nowa, prawda.?-rzekł niskim, uwodzicielskim głosem.
-Taa.. a co ci do tego.?-spytałam trochę oschle. Nie miałam zamiaru pokazywać, jak bardzo zaczęło mi bić serce na jego widok. Co to, to nie.!
-Hm..Tak się składa że jestem twoim komitetem powitalnym. Witamy w naszej szkole.-powiedział z łobuzerskim uśmiechem.
-Jaasne...
-Do której klasy chodzisz.?-spytał.
-Do 3d.-odparłam.
-Czyli jesteś w mojej klasie,kotek.-powiedział i uśmiechnął się szeroko do mnie.
-Po pierwsze, nie jestem żadnym kotkiem . Po drugie, spadaj koleś.Nawet nie wiem jak masz na imię.
-Will, a Ty jesteś Tessa.
-Skąd wiesz.? Przecież nikomu się nie przedstawiałam.-powiedziałam lekko speszona.
-Nieważne. A poza tym musisz siedzieć ze mną na wszystkich lekcjach.
-Że co.?!-spytałam zdezorientowana.
-Moja ławka jest ostatnim wolnym miejscem. Każdy w klasie ma już partnera.
-Żartujesz...
-Nie. Mówię całkiem serio, kotek.
Już miałam mu coś odparować, ale w tej samej chwili zadzwonił dzwonek i przyszła pani profesor. Otworzyła klasę i wpuściła nas do środka. Cała klasa usiadła, tylko mi pani profesor kazała stanąć na środku.
-Kochani, proszę o ciszę.! Chciałabym Wam przedstawić waszą nową koleżankę Tessę Adams.-powiedziała i wskazała na mnie żebym podeszła do jej biurka.
-Od dziś Tesso, jestem twoją wychowawczynią. Z każdym problemem zwracaj się proszę, do mnie.
-Dziękuję.
-Usiądź koło Willa, Tesso.
-Dobrze.-powiedziałam.
Ruszyłam na koniec klasy, gdzie była ławka Willa. Posłał mi jeden ze swoich uśmieszków i odsunął dla mnie krzesło.
-Dzięki-mruknęłam.
Przez całą lekcje czułam na sobie jego spojrzenie. Żeby nie wybuchnąć, zastanawiałam się gdzie podziewa się mama.
Zawsze wracała na śniadanie. Zawsze. Reszta lekcji minęła mi spokojnie. Niestety, na każdej siedziałam z Panem Jestem Boski I To Wiem.
Byłam już przy bramie szkoły, gdy ktoś złapał mnie za ramię. Zdziwiona i lekko przestraszona odwróciłam się napięcie i dałam kopa w kolano Willa.
-O jeju..Przepraszam..Bardzo boli.??-spytałam wstrząśnięta. Zapomniałam że choć jestem wysoka i wyglądam na kruchą, mam bardzo dużo siły.
-Nie spoko. Nawet nie poczułem.-odparł. Nawet się nie skrzywił.
Odetchnęłam z ulgą i spytałam.
-No dobra..A co ode mnie chciałeś.?
-Mogę Cię odprowadzić do domu.?
-Eee......
-No bo wiesz.. Jesteś nowa w okolicy i mogłabyś się zgubić...-przeczesał ręką swoje czarne włosy.
-Dzięki. Miły jesteś.-powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko.
Wziął mnie za rękę.Spojrzałam na niego zdziwiona.
-Oj..Jeśli. nie ..ten tego...-zaczął się słodko jąkać.
-Nie. Jest dobrze.
Ruszyliśmy w moją stronę, trzymając się za ręce. Nigdy bym się nikomu nie przyznała, ale ja jeszcze nigdy nie miałam chłopaka.Owszem, całowałam się z kilkoma ale no nie było To. Teraz idąc ręka w rękę z tym ciemnookim chłopakiem czułam motylki w brzuchu.Gdy zatrzymaliśmy się pod moją furtką stanęłam jak wryta.Ktoś był w domu. Ktoś obcy."Poczułam" demoniczną obecność. To mi się nie podobało. I to bardzo.
-Poczekaj tutaj.-powiedziałam do Willa i nie czekając na jego odpowiedź pobiegłam do domu. Wyciągnęłam z torby sztylet z anielską mocą, rzuciłam torbę w kąt i zaczęłam wołać mamę.
Przeszukałam wszystkie pokoje.Nigdzie jej nie było. Pobiegłam na tył domu, dalej ją wołałam. Nic. Pobiegłam w stronę pobliskiego lasu. Wchodziłam dalej, szukając jej. Po chwili usłyszałam skowyt i ciche jęki. Mama.! Pobiegłam w stronę dźwięków.
Mama leżała na ściółce, mocno krwawiąc z brzucha.Nad nią pochylał się Diabelski Pies.Było to ponad dwumetrowe stworzenie. Gdzieniegdzie odpadały mu płaty szarej jak płótno skóry. Czerwone oczy stwora łypnęły na mnie złowrogo. Z pyska ciekła mu krew.
Krew mojej mamy.
Bestia rzuciła się w moją stronę. Byłam jednak szybsza i się uchyliłam. Wbiłam sztylet aż po rękojeść tam gdzie to coś powinno mieć serce. Diabelski Pies wił się w konwulsjach, aż został po nim tylko szary piach.
Przyklękłam przy mamie.
Z oczu kapały mi gorące łzy.
-Wyjdziesz z tego, będziesz żyć.-powtarzałam jak mantrę.
Ale było już za późno. Jej serce przestało pracować, nie czułam oddechu.Moim ciałem wstrząsnął głośny szloch. Nie to się nie dzieje. Tylko nie ona.Nieee.!!! Dlaczego.?!!!!
-Co się stało.?-jak przez sen usłyszałam głos Willa
Chciałam powiedzieć że moje życie właśnie się zawaliło.Chciałam w coś przywalić. Chciałam krzyczeć.
Ale z mojej krtani wydobywał się tylko cichy szloch.Ostatnim, co usłyszałam przed zapadnięciem w ciemność były słowa Willa
-Zaopiekuję się Tobą.
I jego ręce wznoszące mnie gdzieś wysoko. Daleko stąd...Czułam tylko ostry, pulsujący ból rozrywający moje serce od środka..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i mamy rozdział 2.:)
O 8:30 zaczynają się lekcje. Sprawdziłam zegarek. 8:05 .Dzięki wieloletnim treningom z mamą byłam wysportowana i bardzo szybko biegałam. Więc już dziesięć minut później byłam w szkole.Był to duży, dwupiętrowy budynek pomalowany na żółto. Ot, normalna szkoła.
Mijałam grupki rozgadanych dziewczyn, roześmianych chłopaków i zmęczonych nauczycieli. Weszłam do głównego gmachu i poszłam wprost do sekretariatu. Przywitałam się z czterdziestoletnią sekretarką, przedstawiłam się i wzięłam swój plan lekcji.
Pierwsza lekcja: Chemia. Sala nr. 203.Drugie piętro. W każdej poprzedniej szkole bardzo dobrze się uczyłam. Ktoś mógłby mnie nazwać kujonem, ale ja po prostu mam bardzo dobrą pamięć. Wchodziłam szybko po schodach by znaleźć swoją nową klasę. Pod salą nr. 203 siedziało 20 osób. Czyli już poznałam moją klasę.Usiadłam pod klasą i zaczęłam bawić się telefonem.
Cała dwudziestka osób przyglądała mi się z otwartymi szeroko oczami. Parę dziewczyn szeptało do siebie i pokazywało na mnie, ale nikt nie odezwał się głośno. Nagle ktoś usiadł koło mnie. Chłopak. Przystojny. Nawet bardzo.Spojrzałam na niego spode łba. Udawał że nie zauważył mojego spojrzenia.
-Cześć. Ty jesteś ta nowa, prawda.?-rzekł niskim, uwodzicielskim głosem.
-Taa.. a co ci do tego.?-spytałam trochę oschle. Nie miałam zamiaru pokazywać, jak bardzo zaczęło mi bić serce na jego widok. Co to, to nie.!
-Hm..Tak się składa że jestem twoim komitetem powitalnym. Witamy w naszej szkole.-powiedział z łobuzerskim uśmiechem.
-Jaasne...
-Do której klasy chodzisz.?-spytał.
-Do 3d.-odparłam.
-Czyli jesteś w mojej klasie,kotek.-powiedział i uśmiechnął się szeroko do mnie.
-Po pierwsze, nie jestem żadnym kotkiem . Po drugie, spadaj koleś.Nawet nie wiem jak masz na imię.
-Will, a Ty jesteś Tessa.
-Skąd wiesz.? Przecież nikomu się nie przedstawiałam.-powiedziałam lekko speszona.
-Nieważne. A poza tym musisz siedzieć ze mną na wszystkich lekcjach.
-Że co.?!-spytałam zdezorientowana.
-Moja ławka jest ostatnim wolnym miejscem. Każdy w klasie ma już partnera.
-Żartujesz...
-Nie. Mówię całkiem serio, kotek.
Już miałam mu coś odparować, ale w tej samej chwili zadzwonił dzwonek i przyszła pani profesor. Otworzyła klasę i wpuściła nas do środka. Cała klasa usiadła, tylko mi pani profesor kazała stanąć na środku.
-Kochani, proszę o ciszę.! Chciałabym Wam przedstawić waszą nową koleżankę Tessę Adams.-powiedziała i wskazała na mnie żebym podeszła do jej biurka.
-Od dziś Tesso, jestem twoją wychowawczynią. Z każdym problemem zwracaj się proszę, do mnie.
-Dziękuję.
-Usiądź koło Willa, Tesso.
-Dobrze.-powiedziałam.
Ruszyłam na koniec klasy, gdzie była ławka Willa. Posłał mi jeden ze swoich uśmieszków i odsunął dla mnie krzesło.
-Dzięki-mruknęłam.
Przez całą lekcje czułam na sobie jego spojrzenie. Żeby nie wybuchnąć, zastanawiałam się gdzie podziewa się mama.
Zawsze wracała na śniadanie. Zawsze. Reszta lekcji minęła mi spokojnie. Niestety, na każdej siedziałam z Panem Jestem Boski I To Wiem.
Byłam już przy bramie szkoły, gdy ktoś złapał mnie za ramię. Zdziwiona i lekko przestraszona odwróciłam się napięcie i dałam kopa w kolano Willa.
-O jeju..Przepraszam..Bardzo boli.??-spytałam wstrząśnięta. Zapomniałam że choć jestem wysoka i wyglądam na kruchą, mam bardzo dużo siły.
-Nie spoko. Nawet nie poczułem.-odparł. Nawet się nie skrzywił.
Odetchnęłam z ulgą i spytałam.
-No dobra..A co ode mnie chciałeś.?
-Mogę Cię odprowadzić do domu.?
-Eee......
-No bo wiesz.. Jesteś nowa w okolicy i mogłabyś się zgubić...-przeczesał ręką swoje czarne włosy.
-Dzięki. Miły jesteś.-powiedziałam i uśmiechnęłam się szeroko.
Wziął mnie za rękę.Spojrzałam na niego zdziwiona.
-Oj..Jeśli. nie ..ten tego...-zaczął się słodko jąkać.
-Nie. Jest dobrze.
Ruszyliśmy w moją stronę, trzymając się za ręce. Nigdy bym się nikomu nie przyznała, ale ja jeszcze nigdy nie miałam chłopaka.Owszem, całowałam się z kilkoma ale no nie było To. Teraz idąc ręka w rękę z tym ciemnookim chłopakiem czułam motylki w brzuchu.Gdy zatrzymaliśmy się pod moją furtką stanęłam jak wryta.Ktoś był w domu. Ktoś obcy."Poczułam" demoniczną obecność. To mi się nie podobało. I to bardzo.
-Poczekaj tutaj.-powiedziałam do Willa i nie czekając na jego odpowiedź pobiegłam do domu. Wyciągnęłam z torby sztylet z anielską mocą, rzuciłam torbę w kąt i zaczęłam wołać mamę.
Przeszukałam wszystkie pokoje.Nigdzie jej nie było. Pobiegłam na tył domu, dalej ją wołałam. Nic. Pobiegłam w stronę pobliskiego lasu. Wchodziłam dalej, szukając jej. Po chwili usłyszałam skowyt i ciche jęki. Mama.! Pobiegłam w stronę dźwięków.
Mama leżała na ściółce, mocno krwawiąc z brzucha.Nad nią pochylał się Diabelski Pies.Było to ponad dwumetrowe stworzenie. Gdzieniegdzie odpadały mu płaty szarej jak płótno skóry. Czerwone oczy stwora łypnęły na mnie złowrogo. Z pyska ciekła mu krew.
Krew mojej mamy.
Bestia rzuciła się w moją stronę. Byłam jednak szybsza i się uchyliłam. Wbiłam sztylet aż po rękojeść tam gdzie to coś powinno mieć serce. Diabelski Pies wił się w konwulsjach, aż został po nim tylko szary piach.
Przyklękłam przy mamie.
Z oczu kapały mi gorące łzy.
-Wyjdziesz z tego, będziesz żyć.-powtarzałam jak mantrę.
Ale było już za późno. Jej serce przestało pracować, nie czułam oddechu.Moim ciałem wstrząsnął głośny szloch. Nie to się nie dzieje. Tylko nie ona.Nieee.!!! Dlaczego.?!!!!
-Co się stało.?-jak przez sen usłyszałam głos Willa
Chciałam powiedzieć że moje życie właśnie się zawaliło.Chciałam w coś przywalić. Chciałam krzyczeć.
Ale z mojej krtani wydobywał się tylko cichy szloch.Ostatnim, co usłyszałam przed zapadnięciem w ciemność były słowa Willa
-Zaopiekuję się Tobą.
I jego ręce wznoszące mnie gdzieś wysoko. Daleko stąd...Czułam tylko ostry, pulsujący ból rozrywający moje serce od środka..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i mamy rozdział 2.:)
Rozdział I
Otworzyłam oczy,usiadłam na łóżku, na moim łóżku na którym przed chwilą spałam i mocno ziewnęłam. Spojrzałam na swój nowy pokój. Jakieś trzy dni temu, razem z mamą wprowadziłyśmy się do tego domu. Był to jednopiętrowy, stary budynek pomalowany białą farbą. Na werandzie wisiała stara, trochę podniszczona huśtawka.Ale i tak ten dom bardzo mi się spodobał. Musiałyśmy się wyprowadzać co jakiś czas, by nie wytropiły nas demony lub gdy mama dostawała nowe zlecenie. Miałam nadzieję że w tym mieście będziemy mogły być przynajmniej pół miesiąca. Jest to dość małe miasto, można by rzec miasteczko. Nosi nazwę Meyvill. Jak dla mnie trochę dziwna nazwa, no ale dobra. W moim osiemnastoletnim życiu mieszkałam już w ponad dwudziestu miastach. Ciągle się przeprowadzałyśmy.Nigdy nie miałam nawet prawdziwej przyjaciółki. Według mnie, przyjaźń opiera się na szczerości i wzajemnym zaufaniu. Ale ja nie mogłam nikomu zaufać. Nie mogłam przecież wyjawić, że ja i moja mama jesteśmy Łowczyniami Demonów, poza tym te ciągłe przeprowadzki, poza tym i tak pewnie nie miałabym za bardzo czasu, ponieważ albo byłam z mamą na misji, albo zajmowałam się domem lub( gdy mama wiedziała że zostaniemy na trochę w mieście) do szkoły. Teraz powinnam chodzić do trzeciej liceum.I tak wiedziałam że więcej nauczę się o życiu od mamy niż w jakimś beznadziejnym liceum. Ale mama była nieugięta. Postanowiła że od jutra zaczynam szkolę. Pięknie. Jestem w 3d Liceum ogólnokształcącego w Meyvill. Jakoś mnie to nie napawa optymizmem.
No ale dobra zacznijmy od początku. Mam siedemnaście lat i mieszkam z mamą. Ojciec został zamordowany przez jednego demona Callana. Nie wiem jak to się dokładnie stało, ponieważ miałam wtedy zaledwie cztery latka. Mamie cudem udało się uciec ze mną. Może się do tego nie przyznaje ale wiem że zacięcie walczyła. Widziałam jej blizny. Dla zwykłego śmiertelnika są niewidoczne ale będąc Łowczynią, urodziłam się ze Wzrokiem. Potrafię widzieć rzeczy, osoby i stworzenia nie z tego świata. Dosłownie.
Moje życie jest nieźle pokręcone ale radzę sobie dobrze. Przed mamą staram się ukrywać codzienny niepokój o nią. Wieczorami zawsze wychodzi tropić i zabijać kolejne demony. Mogę się założyć że żaden Łowca nie zabił ich tyle co mama. I tu nie chodzi o obowiązki, czy szczytny cel pozbycia się tych paskudztw z Ziemi. Tu chodzi o zemstę i sprawiedliwość, ponieważ zabójca mojego taty, nigdy nie został schwytany.Jeszcze nikomu się to nie udało. Ale moja mama do tego dąży.
Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi.Do pokoju weszła mama.
-Zejdziesz na śniadanie.?-spytała. Po jej twarzy widziałam że znowu zarwała noc.
-Jasne, zaraz.-odparłam, po czym wzięłam z szafy krótkie spodenki, niebieski top z czarną czaszką i czarne trampki z ćwiekami.
Wzięłam szybki prysznic,wytarłam się, wysuszyłam i zaczesałam moje długie rude włosy w koński ogon.
Spojrzałam w lustro. Stwierdziłam że wyglądam dobrze i wyszłam z łazienki. Zbiegając z góry po dwa schodki na raz, dotarłam do kuchni.
-Mniamm.-zawołałam na widok góry naleśników polanych syropem czekoladowym i bitą śmietaną.
-Siadaj i jedz.-powiedziała ze śmiechem.
Z radością spełniłam tą prośbę. W ciągu pięciu minut na talerzu nie został nawet okruszek.
-Widzę że ci smakowało.-powiedziała mama przyglądając się mojemu pustemu talerzowi.
-Dziękuję.-powiedziałam po czym mocno ją przytuliłam.
-Szykuj się. Jedziemy po zakupy.
-Za dziesięć minut pod samochodem.-odpowiedziałam.
To była taka nasza mini tradycja,że w każdym nowym miejscu jechałyśmy na zakupy i zwiedzałyśmy miasto. 'Zapoznanie się w terenie' jak to nazywała mama. Trzydzieści minut później zaparkowałyśmy naszą brązową furgonetkę pod Centrum handlowym.Pokręciłyśmy się trochę po sklepach, kupiłam sobie kilka bluzek, dżinsów, czarną skórzaną kurtkę i czarne wysokie glany. Mama poszła do jednej z kawiarenek a ja do księgarni. Gdy otworzyłam drzwi zabrzęczał mały dzwoneczek.Księgarnia pachniała starymi książkami i nutką wanilii. Przyjemnie. Za ladą siedziała starsza pani, z okularami na nosie i czytała książkę. Chrząknęłam lekko i powiedziałam
-Dzień dobry.
-Dobry, dobry. Wybierz sobie coś, zapłać i zmykaj.-odpowiedziała trochę niemiłym głosem.
Nie wiedziałam co powiedzieć więc wzruszyłam ramionami i weszłam głębiej do sklepu. Były tam całe regały starych i nowych książek. Lekko dotykałam starych grzbietów. Czytałam cicho, pod nosem tytuły tomów. Nagle na końcu jednego regału znalazłam dużą starą i podniszczoną przez czas księgę. Miała bladoniebieski kolor i była dość duża. Na moje wyliczenia powinna zmieścić się w mojej czarnej torbie. Wzięłam księgę w ręce. Tytuł był nieczytelny, ale mi to nie przeszkadzało. Czułam że muszę ją mieć. Podeszłam do lady. Starsza pani odłożyła książkę, czytaną przez siebie na ladę.
-Już wybrałaś.?-spytała trochę milej.
-Tak. Ile ona kosztuje.?
Zobaczyłam dziwny błysk w jej oczach ale nic nie powiedziałam.
-Dla ciebie słoneczko tylko 20 dolarów. Zapakować?
-Nie dziękuję. Wezmę ją.-powiedziałam i zapłaciłam.
Tak jak myślałam, księga zmieściła się do mojej torby. Po piętnastu minutach poszukiwań znalazłam mamę w jednym ze sklepów odzieżowych.
-Oo tu jesteś mamo.-powiedziałam z ulgą.
-Kupiłaś coś ciekawego.?
-Mhmh...-odpowiedziałam.
-Trzeba ci kupić mundurek.-mruknęła jakby do siebie.
-Coo.?? Mundurek.?!! Mamoo do jakiejś ty mnie szkoły znów zapisała.??
-Nie narzekaj.
Tak więc kupiłyśmy jeszcze czarną spódniczkę do kolan w białą kratę z czarnym cienkim paskiem na talii, białą koszulę zapinaną na guziki z koronką i czarną marynarkę z podwijanymi 3/4 rękawkami. Ze swojej strony, dołożyłam czarne dżinsy, rurki i wisiorek w kształcie serduszka ozdobiony małymi kryształkami kamienia księżycowego. Jak dla mnie te zakupy wypadły nieźle.
Wpadłam do swojego pokoju siedziałam na swoim łóżku. Na kolację mama zrobiła pyszne kanapki z sałatą,szynką,serem,ogórkiem i pomidorem, do tego zrobiła jeszcze gorącą herbatę. Mniam. Najedzona do syta wzięłam długą kąpiel, przyszykowałam sobie torbę z książkami i ciuchy na jutro do szkoły. Szczerze mówiąc nie stresowałam się. Tyle razy przez to przechodziłam że u mnie to już prawie norma. Zawsze byłam tą nową, obcą. Ale jakoś mnie to nie obchodziło.
Wyciągnęłam moją nową księgę i położyłam się na łóżku. Przeglądałam kolejno kartki. Mimo iż nie było tytułu, domyśliłam się co to za książka. Jest to magiczna księga czarów.Kartkowałam stronice. Czytając parę razy niektóre zaklęcia, nauczyłam się ich na pamięć. Dumając nad tym, gdzie dziś w nocy mama poszła na misję, zasnęłam..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~<3~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mam nadzieję iż się podobał mój pierwszy wpis. Jest to mój pierwszy rozdział na tym blogu. Jeśli ciekawią Cię dalsze przygody Tess, zapraszam na zaglądanie tutaj.:)
No ale dobra zacznijmy od początku. Mam siedemnaście lat i mieszkam z mamą. Ojciec został zamordowany przez jednego demona Callana. Nie wiem jak to się dokładnie stało, ponieważ miałam wtedy zaledwie cztery latka. Mamie cudem udało się uciec ze mną. Może się do tego nie przyznaje ale wiem że zacięcie walczyła. Widziałam jej blizny. Dla zwykłego śmiertelnika są niewidoczne ale będąc Łowczynią, urodziłam się ze Wzrokiem. Potrafię widzieć rzeczy, osoby i stworzenia nie z tego świata. Dosłownie.
Moje życie jest nieźle pokręcone ale radzę sobie dobrze. Przed mamą staram się ukrywać codzienny niepokój o nią. Wieczorami zawsze wychodzi tropić i zabijać kolejne demony. Mogę się założyć że żaden Łowca nie zabił ich tyle co mama. I tu nie chodzi o obowiązki, czy szczytny cel pozbycia się tych paskudztw z Ziemi. Tu chodzi o zemstę i sprawiedliwość, ponieważ zabójca mojego taty, nigdy nie został schwytany.Jeszcze nikomu się to nie udało. Ale moja mama do tego dąży.
Z zamyślenia wyrwało mnie pukanie do drzwi.Do pokoju weszła mama.
-Zejdziesz na śniadanie.?-spytała. Po jej twarzy widziałam że znowu zarwała noc.
-Jasne, zaraz.-odparłam, po czym wzięłam z szafy krótkie spodenki, niebieski top z czarną czaszką i czarne trampki z ćwiekami.
Wzięłam szybki prysznic,wytarłam się, wysuszyłam i zaczesałam moje długie rude włosy w koński ogon.
Spojrzałam w lustro. Stwierdziłam że wyglądam dobrze i wyszłam z łazienki. Zbiegając z góry po dwa schodki na raz, dotarłam do kuchni.
-Mniamm.-zawołałam na widok góry naleśników polanych syropem czekoladowym i bitą śmietaną.
-Siadaj i jedz.-powiedziała ze śmiechem.
Z radością spełniłam tą prośbę. W ciągu pięciu minut na talerzu nie został nawet okruszek.
-Widzę że ci smakowało.-powiedziała mama przyglądając się mojemu pustemu talerzowi.
-Dziękuję.-powiedziałam po czym mocno ją przytuliłam.
-Szykuj się. Jedziemy po zakupy.
-Za dziesięć minut pod samochodem.-odpowiedziałam.
To była taka nasza mini tradycja,że w każdym nowym miejscu jechałyśmy na zakupy i zwiedzałyśmy miasto. 'Zapoznanie się w terenie' jak to nazywała mama. Trzydzieści minut później zaparkowałyśmy naszą brązową furgonetkę pod Centrum handlowym.Pokręciłyśmy się trochę po sklepach, kupiłam sobie kilka bluzek, dżinsów, czarną skórzaną kurtkę i czarne wysokie glany. Mama poszła do jednej z kawiarenek a ja do księgarni. Gdy otworzyłam drzwi zabrzęczał mały dzwoneczek.Księgarnia pachniała starymi książkami i nutką wanilii. Przyjemnie. Za ladą siedziała starsza pani, z okularami na nosie i czytała książkę. Chrząknęłam lekko i powiedziałam
-Dzień dobry.
-Dobry, dobry. Wybierz sobie coś, zapłać i zmykaj.-odpowiedziała trochę niemiłym głosem.
Nie wiedziałam co powiedzieć więc wzruszyłam ramionami i weszłam głębiej do sklepu. Były tam całe regały starych i nowych książek. Lekko dotykałam starych grzbietów. Czytałam cicho, pod nosem tytuły tomów. Nagle na końcu jednego regału znalazłam dużą starą i podniszczoną przez czas księgę. Miała bladoniebieski kolor i była dość duża. Na moje wyliczenia powinna zmieścić się w mojej czarnej torbie. Wzięłam księgę w ręce. Tytuł był nieczytelny, ale mi to nie przeszkadzało. Czułam że muszę ją mieć. Podeszłam do lady. Starsza pani odłożyła książkę, czytaną przez siebie na ladę.
-Już wybrałaś.?-spytała trochę milej.
-Tak. Ile ona kosztuje.?
Zobaczyłam dziwny błysk w jej oczach ale nic nie powiedziałam.
-Dla ciebie słoneczko tylko 20 dolarów. Zapakować?
-Nie dziękuję. Wezmę ją.-powiedziałam i zapłaciłam.
Tak jak myślałam, księga zmieściła się do mojej torby. Po piętnastu minutach poszukiwań znalazłam mamę w jednym ze sklepów odzieżowych.
-Oo tu jesteś mamo.-powiedziałam z ulgą.
-Kupiłaś coś ciekawego.?
-Mhmh...-odpowiedziałam.
-Trzeba ci kupić mundurek.-mruknęła jakby do siebie.
-Coo.?? Mundurek.?!! Mamoo do jakiejś ty mnie szkoły znów zapisała.??
-Nie narzekaj.
Tak więc kupiłyśmy jeszcze czarną spódniczkę do kolan w białą kratę z czarnym cienkim paskiem na talii, białą koszulę zapinaną na guziki z koronką i czarną marynarkę z podwijanymi 3/4 rękawkami. Ze swojej strony, dołożyłam czarne dżinsy, rurki i wisiorek w kształcie serduszka ozdobiony małymi kryształkami kamienia księżycowego. Jak dla mnie te zakupy wypadły nieźle.
Wpadłam do swojego pokoju siedziałam na swoim łóżku. Na kolację mama zrobiła pyszne kanapki z sałatą,szynką,serem,ogórkiem i pomidorem, do tego zrobiła jeszcze gorącą herbatę. Mniam. Najedzona do syta wzięłam długą kąpiel, przyszykowałam sobie torbę z książkami i ciuchy na jutro do szkoły. Szczerze mówiąc nie stresowałam się. Tyle razy przez to przechodziłam że u mnie to już prawie norma. Zawsze byłam tą nową, obcą. Ale jakoś mnie to nie obchodziło.
Wyciągnęłam moją nową księgę i położyłam się na łóżku. Przeglądałam kolejno kartki. Mimo iż nie było tytułu, domyśliłam się co to za książka. Jest to magiczna księga czarów.Kartkowałam stronice. Czytając parę razy niektóre zaklęcia, nauczyłam się ich na pamięć. Dumając nad tym, gdzie dziś w nocy mama poszła na misję, zasnęłam..
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~<3~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Mam nadzieję iż się podobał mój pierwszy wpis. Jest to mój pierwszy rozdział na tym blogu. Jeśli ciekawią Cię dalsze przygody Tess, zapraszam na zaglądanie tutaj.:)
poniedziałek, 11 listopada 2013
Prolog
Siedemnastoletnia córka łowczyni demonów.
Tessa Adams nigdy nie była taka jak inni.Nie miała przyjaciół,ponieważ przyjaźń opiera się na szczerości, a ona przecież nie mogła nikomu powiedzieć że jest łowczynią demonów. Życie Tessy zmienia się w koszmar po przerażającej tragedii która mocno dotknęła dziewczynę. Tessa będzie musiała poznać swoje moce, z których dotąd nie zdawała sobie sprawy i im zaufać.W jej życiu pojawią się także dwaj przystojni i tajemniczy mężczyźni, którzy wywrócą jej dotychczasowy świat do góry nogami...Czy Tessa otrząśnie się z tragedii.? I którego z chłopaków wybierze.?
Tessa Adams nigdy nie była taka jak inni.Nie miała przyjaciół,ponieważ przyjaźń opiera się na szczerości, a ona przecież nie mogła nikomu powiedzieć że jest łowczynią demonów. Życie Tessy zmienia się w koszmar po przerażającej tragedii która mocno dotknęła dziewczynę. Tessa będzie musiała poznać swoje moce, z których dotąd nie zdawała sobie sprawy i im zaufać.W jej życiu pojawią się także dwaj przystojni i tajemniczy mężczyźni, którzy wywrócą jej dotychczasowy świat do góry nogami...Czy Tessa otrząśnie się z tragedii.? I którego z chłopaków wybierze.?
Subskrybuj:
Posty (Atom)