-Kochanie, Tesso skarbie wstawaj.-powiedział cicho, lecz nagląco kobiecy głos.
-Mamo.?-spytałam sennie.
-Musisz wstawać. Pojedziesz na wycieczkę z ciocią Lexi.
-Teraz.? Ale mamusiu, ja chcę spać.
-Wiem skarbie. Ale to jest bardzo ważne.
Mama wrzuciła do torby podróżnej mój ulubiony kocyk, ciuchy i przytulanki. Pomogła założyć mi moją kurteczkę i ubrać kozaczki.Zawiązała mi na szyi szalik. Wzięła mnie na ręce, chociaż potrafiłam sama chodzić. Miałam przecież już 4 latka.!
Wiedziałam że mamusia jest smutna. Płakała...
-Tesso. Teraz musisz uważnie mnie posłuchać. Zaraz przyjedzie ciocia Lex i zabierze Cię daleko stąd, gdzie będziesz bezpieczna. Zaopiekuje się Tobą.
Ja też zaczęłam cichutko szlochać.
-Ale..ale co z Tobą i tatusiem..
-Kochanie...muszę ci coś powiedzieć. Tatuś jest w niebie z aniołkami i już do nas nie wróci.
-Opiekują się nim aniołki.?-spytałam całkiem poważnie, przestając płakać.
-Tak.
Nagle mama szybko wybiegła przez frontowe drzwi. Na podjeździe stał samochód. Nie mogłam rozpoznać koloru, ponieważ był środek nocy. Z samochodu wyskoczyła starsza siostra mojej mamy, ciocia Em. Bez żadnych pytań wzięła od mamy torbę i wrzuciła ją do bagażnika. Mama postawiła mnie na ziemi i uściskała ciocię.
-Dziękuję- szepnęła, choć i tak ją słyszałam.
Nim zdążyłam krzyknąć, jakieś silne, męskie i obce ramiona wzięły mnie wysoko w górę. Mama próbowała mi pomóc, ale jakiś mężczyzna walnął ją od tyłu w plecy. Chociaż uderzenie wyglądało niezbyt groźnie, mama wrzasnęła.Wyciągnęła z kieszeni lśniący sztylet z czarną rękojeścią i odwróciła się na pięcie. Wbiła swojemu przeciwnikowi broń
prosto w serce. Zamrugałam przestraszona. Jeszcze nie widziałam mamy tak wściekłej. Zresztą cioci Lexi też nie. Ciocia zastosowała inną technikę. Skoczyła drugiemu mężczyźnie na barki. Szybkim, zwinnym ruchem odłączyła jego głowę od reszty ciała.Tak samo, jak napastnik mamy, rudowłosy mężczyzna, który zaatakował siostrę mamy, zamienił się w proch. Człowiek, który mnie trzymał, rzucił mną w stronę cioci. Złapała mnie w samą stronę.
-Mam Cię.-powiedziała i się uśmiechnęła, lecz po chwili uśmiech, zamienił się w morderczy wyraz twarzy.
Ciocia nie zdążyła. Jeden z napastników, rzucił w mamę nożem. Ostrze lśniło czarną poświatą. Mama wydała z siebie cichy jęk i upadła na ziemię.Jej ciało rzucało się przez chwilę w konwulsjach, po czym zamarło. Nieruchome, martwe już oczy, wpatrywały się szeroko otwarte we mnie.Krzyknęłam. Wprost darłam się wniebogłosy. Ciocia przytuliła mnie do siebie i szeptała kojącym głosem. Ale ona też płakała. Widziałam jej łzy.Ciało mamy powoli zamieniało się w proch. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałam. W jednej chwili patrzyła na mnie swymi martwymi oczami, a w drugiej puff, już jej nie było. Pamiętam jeszcze jak ciocia posadziła mnie na tylnym siedzeniu swojego auta. Później była tylko ciemność.
Otworzyłam szeroko oczy i wzięłam głęboki wdech.Policzki miałam mokre od łez.
Przetarłam je szybko. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym się znajdowałam. Był do średniej wielkości pokój Pod ścianą stała duża szafa, po przeciwnej stronie były drzwi prowadzące do małej łazienki.Weszłam do niej. W środku znajdował się prysznic, toaleta, duże lustro powieszone na ścianie, i mały taboret na którym leżały zwinięte ubrania i karteczka papieru. Zaciekawiona spojrzałam na trzymaną w ręku kartkę.
Mam nadzieję że będzie pasować. Will.
Spojrzałam w dół na swoje ubranie i westchnęłam. Dalej miałam na sobie mundurek szkolny, pobrudzony błotem i posoką demona. Zrzuciłam z siebie to paskudztwo i weszłam pod prysznic. Tego było mi trzeba. Gorąca woda zmyła ze mnie resztki otumanienia po śnie. Przemyślałam wszystko z ostatnich 24 godzin. Wiedziałam że znajduję się w jakimś domku z praktycznie obcym mi facetem, że zaczęłam mieć jakieś dziwne sny, i że moja mama nie żyje. No bo przecież ten sen nie mógł być jakimś wspomnieniem z mojego dzieciństwa, prawda.? Żeby o tym więcej nie myśleć, umyłam porządnie włosy, nałożyłam balsam na ciało, spłukałam i wysuszyłam się. Nie mogłam znaleźć suszarki do włosów, więc tylko przeczesałam włosy grzebieniem i zaplotłam w warkocz. Spojrzałam na ciuchy leżące na taborecie. Ponownie westchnęłam i wzięłam je do ręki. Były tam krótkie dżinsowe spodenki i czarna bluzka z dużym czerwonym sercem na środku, bez rękawów.Założyłam jeszcze czarne vansy leżące nieopodal i wyszłam z łazienki.Otworzyłam drzwi od pokoju. Weszłam do przestronnej kuchni, z dużym stołem, przy którym siedział Will.
-Jak się czujesz.?-spytał i podszedł do mnie.
Wzruszyłam ramionami ale w moich oczach znów pojawiły się te zdradzieckie łzy.
-Och.. Tess..-powiedział.
Nie wiedziałam co powiedzieć, bojąc się że głos mi się załamie więc przytuliłam się do niego. Objął mnie mocno i jeszcze bardziej przyciągnął do siebie. Po moich policzkach popłynęły tłumione łzy. Ale już ich nie powstrzymywałam. Płynęły jedna po drugiej, aż w końcu ich zabrakło.Wciągnęłam mocno powietrze, wciąż przyciśnięta do klatki piersiowej Willa. Pachniał cynamonem, drzewem sandałowym i wanilią. Hmm....Przyjemnie. Tak znajomo, a jednocześnie obco. Odsunęłam się od niego leciutko i popatrzyłam mu w oczy. Były takie czarne. Czułam jak zapadam się w tą bezgraniczną czerń. To było takie...magiczne. Jeszcze nigdy czegoś takiego nie czułam.Powoli, jakby bał się że nagle zniknę, przysunął swoją twarz do mojej.Poczułam muśnięcie jego warg, z początku lekkie. Rozchyliłam usta pod ich naciskiem. Stwierdziłam że topnieję. Kurczę się pod jego dotykiem.Oplotłam rękami jego szyję, a on palcami rozpuścił mi włosy, po czym delikatnie wplótł w nie swoje palce.Poczułam przyjemne mrowienie rozchodzące się po całym ciele. Nie wiem ile tak staliśmy i całowaliśmy się ale odsunęliśmy się od siebie tylko po to by zaczerpnąć tchu.Will patrzył na mnie błyszczącymi oczami. Chyba właśnie wtedy w moim brzuchu zagnieździł się rój wielobarwnych motyli. Chciałam mu powiedzieć że chyba właśnie się w nim zakochałam, gdy przeszkodził mi jakiś głos.
-Przepraszam że przeszkadzam ale muszę Cię Tesso zabrać w jakieś bezpieczne miejsce.
Popatrzyłam się w stronę z której dochodził głos. Stał tam oparty nonszalancko o ścianę wysoki brunet, na oko w moim i Willa wieku. Will popatrzył się na mnie swoimi nieziemskimi oczami, po czym spytał.
-Znasz go.?
-Nie mam pojęcia kto to.-odpowiedziałam szczerze.
-Ktoś ty i czego ode mnie chcesz.??!-spytałam trochę ostrym tonem chłopaka.
-Tak się składa, droga Tesso, że jestem twoim Aniołem Stróżem i muszę Cię stąd zabrać w bezpieczne miejsce.-powiedział poważnym tonem
-Hahhahah.....Myślisz że ci uwierzę.? Anioł Stróż.? Jeśli to jest jakiś żart, to ci nie wyszedł.-rzuciłam jadowitym tonem.
-Tesso to nie jest żaden żart. Jeśli chcesz, mogę ci pokazać moje skrzydła.
Zignorowałam go i powiedziałam do Willa.
-Słyszałeś coś kiedyś o jakichś Aniołach Stróżach.?
Myślałam że zaprzeczy. Chciałam żeby zaprzeczył. Ale on tego nie zrobił.
-Tesso.. mówi prawdę. On jest twoim Aniołem Stróżem.
A ty skąd wiesz o takich rzeczach, śmiertelniku.?-naskoczył na niego nieznajomy.
-Po pierwsze nie jestem żadnym śmiertelnikiem. Jestem Nefilem czystej krwi. Po drugie sam się nią zaopiekuję.A tak z inne beczki, jak ty masz w ogóle na imię.?
-Jacob.
Uznawszy że ta rozmowa już mnie nie dotyczy, poszłam do pokoju, w którym się dziś po południu obudziłam. Zamknęłam za sobą drzwi, ściągnęłam buty, spodenki i bluzkę i położyłam je na oparciu krzesła. Poszperałam w szufladach i znalazłam trochę duży jak na mnie czarny T-shirt z logo mojego ulubionego zespołu Linkin Park. Założyłam ją i wczołgałam się pod kołdrę. Zasypiając, rozmyślałam nad tym, jak byłoby gdybym była zwykłą, przeciętną śmiertelną nastolatką. Ale nie. Los musiał się mną pobawić, więc jestem Łowczynią Demonów. Szybko zapadłam w długi i przyjemny sen, tym razem bez żadnych koszmarów czy wspomnień.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~<3~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
No i mamy rozdział 3.! Mam nadzieję że się Wam spodoba. Chociaż mi <jak zwykle> coś w nim nie pasuje. Proszę o szczere komentarze.!! I zapraszam do dalszego czytania moich wypocin. Buźka :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz